forum.nie.com.pl

Forum Tygodnika Nie
Dzisiaj jest 29 maja 2020, 18:00

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 281 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 ... 29  Następna
Autor Wiadomość
Post: 12 paź 2014, 16:11 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 wrz 2014, 17:33
Posty: 9774
Killashandra Ree pisze:
WLR pisze:
Killashandra Ree pisze:
Porozmawiaj,WLR , z Tybetańczykami na emigracji, nie z okupantem.Naprawdę sądzisz, że Tybetańczycy tęsknią za feudalizmem?


Mnisi zapewne. Pozostałym się wydaje, że mogliby żyć w wolnym, nowoczesnym państwie w którym panowałaby społeczna równość i cywilizowane prawa.
A ja pewny jestem, że w chwili odzyskania niepodległości, klasztory powyciągają pożółkłe akty własności ziemi, wraz z zamieszkującym je pospólstwem.
Oczywiście podpierając się "świętym prawem ochrony własności prywatnej". Nie ma innej drogi do wolnego Tybetu, niż ta po ściętych, świętych łbach.

Skąd czerpiesz to przekonanie, WLR? Mnisi na emigracji cieszą się szacunkiem tybetańskich rodaków, a gdyby ludzie c i czuli się uciskani przez swoich duchowych przewodników, to raczej by tradycji nie popierali.
Nie ma szans na to, aby klasztory tybetańskie kiedykolwiek mogły domagać się zwrotu czegokolwiek, między innymi dlatego,że mocno wątpliwym jest, aby kraj ten odzyskał niepodległość w najbliższym stuleciu.Jeśliby się tak jakimś cudem stało, to powrotu do feudalizmu raczej nie ma, zbyt długo i zbyt wielu Tybetańczyków mieszka na emigracji, patrzy , uczy się, myśli.....Tybetańczycy umieją trwać w oczekiwaniu na zmiany, nawet bardzo długo, ale tego czasu nie marnują.


Nie wiem skąd czerpie WLR ja np z tąd: https://history.state.gov/historicaldoc ... 68v30/d337 i wychodzi że lamowie to takie same plemię jak nasze katabasy potrzebują kasy i władzy do bogów im daleko.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 13 paź 2014, 8:09 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 wrz 2014, 16:57
Posty: 7702
Lokalizacja: Ballybran, a jakże
Pantryglodytes pisze:


Nie wiem skąd czerpie WLR ja np z tąd: https://history.state.gov/historicaldoc ... 68v30/d337 i wychodzi że lamowie to takie same plemię jak nasze katabasy potrzebują kasy i władzy do bogów im daleko.
[/quote]

No tak, dane Departamentu Stanu USA w sprawie finansowania tybetańskiego ruchu oporu, aby zaszkodzić komunistycznym Chinom w 1964r. to źródło szczególnie wiarygodne :lol:
Pantryglodytes, proszę, zapomnij na chwilę o swoich uprzedzeniach względem kleru jakiegokolwiek wyznania i uruchom myślenie. Każdy ruch oporu przyjmie pieniądze od sponsora, nawet, jeśli cele mają tylko pozornie zbieżne.Każdy przymusowy emigrant-uchodźca w zasadzie- skorzysta ze sponsoringu kraju, w którym się zatrzymał, niezależnie od tego, że kraj ów realizuje przy tym z reguły własne cele. W opisywanym przypadku chodzi wszak o oddziały partyzanckie szkolone także na granicy nepalskiej , problem z tłumaczami, pilną potrzebę szkolenia oficerów. Kwoty wydane na terenie USA to koszty pobytu uchodźców .Każdy kraj przyjmujący uchodźców przeznacza pewne kwoty na finansowanie ich pobytu. Nie dotyczy to wyłącznie Tybetańczyków.Subsydia rządowe muszą być wszak ewidencjonowane. I nie są to kwoty porażające.Nie jest to jedyny przypadek sponsorowania przez Usan ruchu oporu dla celów korzystnych dla USA.To amerykańska , parszywa jak inne tego rodzaju, inwestycja, jakich wiele, obecnie chociażby w Syrii.
Enklawy tybetańskie poza granicami ojczyzny to zbiorowiska uchodźców i ich potomków. Początkowo korzystano z pomocy udzielanej uchodźcom, potem jednak zorganizowane zostały instytucje i firmy pozwalające zarabiać samodzielnie pieniądze.Przecież ci ludzie muszą z czegoś żyć.To nie są leniwi emigranci, siedzący tylko w ośrodkach dla uchodźców i żerujący na pieniądzach podatników-obywateli danego kraju. Np w Nowym Jorku istnieje Instytut Chakpori,założony przez mnichów-tybetańskich lekarzy(bodajże pod koniec lat 50-tych) i zajmujący się zagadnieniami i usługami z zakresu medycyny tybetańskiej.Macierzysty klasztor Chakpori nie istnieje, toteż za granicą próbuje się od lat odtwarzać i zachowywać tradycyjną wiedzę w tej dziedzinie.Zresztą diaspory tybetańskie znajdują się w wielu krajach, najbliżej Polski- w Berlinie.W Polsce też istnieje taka , nieduża enklawa.I wszędzie, gdziekolwiek się znajdują, Tybetańczycy kultywują ukochane tradycje, a są tam nie tylko mnisi(nie wszyscy notabene żyją w celibacie, kryterium jest -poza osobistym wyborem, rzecz jasna, możliwość utrzymania rodziny). I, uwierz, niekoniecznie chodzi o obrzędy z ludzkimi głowami, czy czaszkami.A raczej takich nie ma, kapłanów bon jest na emigracji niewielu, i raczej nie upubliczniają swojej działalności.Poza tym tradycja też ewoluuje, nawet w Tybecie i wśród Tybetańczyków. Przytaczając przykłady rytuałów sprzed setek lat tylko wypacza się obraz unikalnej tybetańskiej kultury. Czy w Europie pali się jeszcze czarownice na stosach?(nie wątpię,że niektórzy przywrócenia tego akurat gorąco by łaknęli ;) ).
Tybetańczycy nigdy nie napadali na nikogo, żyli w kraju przez stulecia głęboko odizolowanym ,wykształcili kulturę wyjątkowo odrębną.I teraz też chcieliby pokojowymi metodami odzyskać niepodległość.Wszędzie , gdzie się osiedlili, żyją według własnych zasad, nikomu ich nie narzucając.I przestrzegają lokalnych praw( a zdobywanie droga mordu czaszek do obrzędów magicznych bynajmniej nie należy do procederów legalnych .).Uwierz mi, takich jest - zgodnie z krzywą Gaussa- zdecydowana większość. Ekstremy istnieją zawsze i wszędzie, tyle,że liczebnie niekoniecznie istotne.Tak więc pozostawmy dawne, bardzo dawne rytuały pamięci antropologów.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 13 paź 2014, 8:12 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 wrz 2014, 16:57
Posty: 7702
Lokalizacja: Ballybran, a jakże
A teraz historii Tybetu ciąg dalszy.

Tybet VIII.
Tybet w ciągu stuleci wielokrotnie przeżywał rozmaite zagrożenia i niebezpieczeństwa, których przetrwanie nadało nowego znaczenia tradycji i religii buddyjskiej. Były to zarówno ataki pochodzenia wewnętrznego, jak i zewnętrznego, w większości chińskie.
Pierwszym takim zagrożeniem dla młodego jeszcze tybetańskiego buddyzmu były rządy króla Glang-dar-my(od r.838).Jego celem było usunięcie wszelkich śladów nowej religii. Jednak ten czas terroru był krótki- bo już w r.842 król ten został zamordowany przez kapłana religii bon. Po tym krótkim czasie klasztory buddyjskie wzrosły w siłę, i stały się podporami i ośrodkami państwowości , źródłem potęgi państwa.Z klasztornych kolegiów wywodzili się wybitni dostojnicy buddyzmu, inkarnacje wybitnych przeorów i lamów, oraz niezwykle wpływowi doradcy królów, i- później- dalajlamów. Klasztory były miejscami, w których znajdowały się zarówno szkoły, jak i ośrodki religijne. Nawet w ciemnym okresie deprawacji wciąż były to jedyne miejsca w Tybecie, w których uczono się i studiowano(niezależnie od faktu, że zmianie uległy i treść nauczania, i intensywność studiowania).
W czasach Cong-k’a-py założono w pobliżu Lhasy trzy klasztory, które z czasem rozwinęły się w ważne ośrodki buddyjskie, i stały się ważnymi centrami Szkoły Żółtych Czapek.Pierwszym był, jak już wspominano, klasztor Gandan. Kolejnym –najważniejszym i największym jest klasztor Drepung , założony prze Cong-k’a-pę, a raczej na jego polecenie w r. 1416.
Rozwinął się i został najważniejszą siedzibą uprawniania nauki Szkoły Żółtych Czapek. W r.1958 mieszkało tam na stałe ponad 8000 mnichów( z ogólnej liczby 10000).W roku 1959 3000zbiegło do Nepalu i Indii,i tam założyło nowe klasztory, istniejące do dziś.
W kwietniu 2000 r. było tam ponad 800 mnichów.Prowadzi się tam regularną naukę.Studiowane tu są nauki Buddy, najwybitniejszych nauczycieli, tybetańskie zbiory pism Kandżur i Tandżur, zbiory sutr i tantr.Tu pochowani są dalajlamowie II,III i IV, a dalajlama V wybrał ten klasztor na swą tymczasowa siedzibę, do czasu, gdy zakończono rozbudowę Potali. Blisko klasztoru znajdują się budynki wyroczni państwowej Na-cz’ung, odgrywającej wielką rolę w Tybecie aż do ostatnich dni niepodległości. Klasztor Drepung nie ucierpiał w czasie rewolucji kulturalnej, i dziś- znakomicie odrestaurowany, stanowi przykład autentycznego tybetańskiego klasztoru.
W każdym klasztorze nie brak wizerunków i posągów Buddów, botthisatwów, bóstw- choć obiekty te same w sobie nie są celem modłów, nawet, jeśli składa się im ofiary. Cześć, jaką odbierają od modlących się, to odwołanie się do siły duchowej,w nich ucieleśnionej , które następuje w momencie przekroczenia progu klasztoru. Wewnętrzna rzeczywistość klasztoru stanowi przeciwieństwo pozornej rzeczywistości życia na zewnątrz , które –zgodnie z buddyjską nauką-jest tylko szaleństwem , omamem, złudzeniem i w swym przebiegu nie przynosi nic ponad cierpienie.
Dawniej w Tybecie wielu młodych ludzi pragnęło wieść klasztorne życie( zwłaszcza dla młodszych synów, bez szans na dziedziczenie majątku, było to powszechnie akceptowane wyjście).Niestety, dla wielu nowicjuszy i ich rodzin głównym celem było szczęście ziemskie, nie duchowe. Stąd w wielu klasztorach skupiano się na poszukiwaniu sławy, gromadzeniu majątku , zdobywaniu władzy. Miejsca w nich dla ludzi dążących do szczęścia duchowego nie było- ci wybierali więc często żywot pustelniczy. Nawet starania reformatorów Cong-k’a-py niewiele zdołały zmienić w niektórych klasztorach .Opaci i wysokiej rangi lamowie funkcjonowali stale w opozycji do dostojników z Lhasy.Niemal w każdym dużym klasztorze podejmowano wysiłki , aby uzyskać bezpośredni wpływ na sprawy państwowe .(Szczególnie dotyczyło to klasztorów Gandan, Drepung i Sera.).Przybierało to także formy torpedowania nawet najdrobniejszych reform czy innowacji, a szczególnie opierano się próbom wpuszczenia cudzoziemców do Tybetu.
Trzeci z nich, Klasztor Sera(dosłownie nazwa ta oznacza RÓŻANY PŁOT) powstał już po śmierci Cong-k’a-py, choć założyciel klasztoru Bjams-cz’en-cz’os-rdże- był jego uczniem.To ważna postać w dziejach tybetańskiego buddyzmu-lama ów odbył w 1414r.podróż do Pekinu, odwiedził cesarza Jung-le (dynastia Ming).Wizyta ta miała decydujące znaczenie dla rozprzestrzenienia się buddyzmu tybetańskiego w Chinach. Do dziś zachowane figury z brązu z epoki Ming wykazują charakterystyczne cechy tybetańskiej sztuki sakralnej i dworskiej, obecne zwanej sino- tybetańską.
Religijny wpływ Tybetu na Chiny rozpoczęty tą wizytą wzrastał i utrzymał się aż do roku 1912- wtedy to nasileniu uległ polityczny wpływ Chin na Tybet.(do końca cesarstwa chińskiego).Lhasa nie chciała uznawać roszczeń chińskich,choć zawsze istnieli w Tybecie rzecznicy ścisłego związku z Chinami, i- co za tym idzie- otwarcia kraju na Zachód.Konserwtywne kręgi społeczeństwa tybetańskiego jednakże przeciwstawiały się temu nurtowi, szczególnie jeśli chodzi o jakąkolwiek formę współpracy z Anglią, ówczesnym kolonialnym władcą Indii.

Po śmierci Dalajlamy XIII regentem( panującym nad Tybetem w okresie od śmierci jednego dalajlamy a intronizacji nowej inkarnacji, zwykle przez okres kilku lat ) wybrany został Radeng- rin-po’cz’e z klasztoru Rwa-sgreng.Podtrzymywał on ściślejsze związki z Chińczykami.Na uroczystości żałobne po śmierci Dalajlamy XIII do Lhasy przybyła wysłana przez naczelnika państwa chińskiego generała Czang-Kaj- szeka delegacja rządowa, ktra następnie osiadła w Lhasie jako misja stała, podobnie, jak wczesniej uczyniły to delegacje dyplomatyczne Bhutanu, Nepalu, Sikkimu,i- od r.1904- Wielkiej Brytanii.
Polityka regenta zdecydowanie była skierowana zarówno przeciw jednostronnej hegemonii Wielkiej Brytanii w Tybecie, jak i przeciw polityce totalnej izolacji kraju, preferowanej przez kręgi konserwatywne duchownych.
To regent przyjął w Lhasie pierwszą delegacje niemiecką w 1939 r.-ekspedycję Ernsta Schaeffera. Zmuszono go jednak do ustąpienia w roku 1941pod zarzutem prochińskiej polityki, jak i postawiono zarzuty o charakterze korupcyjnym.Nowy regent, wybrany w 1941 r., Takra- rin-po-cz’e, uchodził za ultrakonserwatystę.W 1947 r. miała miejsce próba zamachu stanu, w związku z która aresztowano poprzedniego regenta w jego rodzinnym klasztorze Rwa- sgreng .(Zmarł potem w niewyjaśnionych okolicznościach w lochach Potali).Lamowie z klasztoru Sera, uznawani za prochińskich, ( a było ich tam wtedy około 6000),przeciwstawili się temu; doszło do otwartej rewolty w klasztorze przeciw panującemu nowemu regentowi. Niesubordynacja klasztoru, zgodnie z tradycją stanowiącego jedną z trzech kolumn podpierających państwo, i słabość Chin dały regentowi Takra-rin-po-cz’emu pretekst do zbrojnego ataku na klasztor Sera. Część mnichów zginęła, część zbiegła do Chin, klasztor został częściowo zniszczony. Dziś jest odbudowany, a i w czasie rewolucji kulturalnej zbytnio nie ucierpiał, być może w związku z prochińskim nastawieniem ówczesnych mnichów.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 13 paź 2014, 8:58 
W demokratycznie wolnym i niepodległym Tybecie przydałoby się dla obrony demokracji kilka wojskowych baz amerykańskich. Tybetańczycy niczego tak bardzo nie pragną, jak pójść w ślady wspaniałej demokracji Iraku i Libii. A i nie obyłoby się bez nowego demokratycznego Guantanamo, wszak, demokracja musi się bronić przed zdrajcami kolaborującymi z imperiami zła i aby nie odbiegać od tradycji, funkcje oficerów śledczych obieli by pamiętający tradycję lamowie.

Adam Barycki


Na górę
  
 
Post: 13 paź 2014, 9:01 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 wrz 2014, 16:57
Posty: 7702
Lokalizacja: Ballybran, a jakże
barycki pisze:
W demokratycznie wolnym i niepodległym Tybecie przydałoby się dla obrony demokracji kilka wojskowych baz amerykańskich. Tybetańczycy niczego tak bardzo nie pragną, jak pójść w ślady wspaniałej demokracji Iraku i Libii. A i nie obyłoby się bez nowego demokratycznego Guantanamo, wszak, demokracja musi się bronić przed zdrajcami kolaborującymi z imperiami zła i aby nie odbiegać od tradycji, funkcje oficerów śledczych obieli by pamiętający tradycję lamowie.

Adam Barycki

Stwierdził marksista..... :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 14 paź 2014, 2:25 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 wrz 2014, 20:59
Posty: 4667
Droga Killi informuję Cię w tym poście, że to żaden marksista. To zaciekły pogrobowiec stalinizmu któremu marzą się gułagi, NKWD i rozwałki gdzieś w jakimś lesie. Ludzie tacy jak on gotowi iść na ugodę z najgorszymi wrogami ludzkości (np. agenturą CIA), aby dopiąć swego. W imię swych chorych wizji i ideologii.
Jak napisał ich poeta, którego zresztą wykończyli;
"Jednostka niczym, jednostka zerem".
Ten NeoBarycki przynosi więcej szkody idei lewicowości niż np. Fedorowicz który jest zwyczajnym głupkiem i tylko wkleja portety Stalina i fragmenty propagandowych ulotek.

A co do picia z czaszek wrogów popieram jak najbardziej, np. z NeoBaryckiego. Jednak po namyśle takiego zaszczytu bym mu nie wyrządził. Raczej przybił gwoździami do pala nad wejściem do fiordu, jako ostrzeżenie dla wrogich okrętów.

_________________
Ceterum censeo Ukrainem esse Delendam


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 14 paź 2014, 6:01 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 wrz 2014, 16:57
Posty: 7702
Lokalizacja: Ballybran, a jakże
Chce uchodzić on za marksistę, Kiziorze, to czemu mamy mu tej przyjemności nie sprawić?Z takimi poglądami to chyba zbyt wielu w życiu on nie ma.. ;) W dobroci naszej, nie traktując go poważnie, w istocie wyrządzamy mu tylko przysługę. :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 14 paź 2014, 6:03 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 wrz 2014, 16:57
Posty: 7702
Lokalizacja: Ballybran, a jakże
Tybet IX.
W historii Tybetu niepoślednią rolę odgrywała – i poniekąd nadal odgrywa wyrocznia państwowa Nas-cz’ang(Nacz-u’ng).Jest to zjawisko na tyle złożone, że wymaga odrębnego omówienia, co niniejszym chciałabym uczynić.
Tybetańska wyrocznia państwowa Nacz-u’ng to instytucja szczególna,wywierająca wpływ na całe życie Tybetańczyków, to przykład siły wiary głęboko zakorzenionej w wierzeniach ludowych .Tybetańczycy uważają, iż podlegają siłom, których nie znają całkowicie, a nawet wcale, siłom spersonifikowanym w bóstwach i demonach dobra i zła, lecz potrafią na nie wpływać przy pomocy rytuałów magicznych.Początki tej wiary sięgają czasów najdawniejszych ,czasów religii natury pierwszych plemion koczowniczych ,religii bon i buddyzmu. Odnaleźć tu można wpływy szamanizmu, prastarego pojęcia religijnego związanego z Tybetem i w ogóle z Azją Środkową.
Szamani z reguły wieszczą /działają w transie, pośrednicząc między duchami a ludźmi .Prawdopodobnie ludzie z takimi zdolnościami zostawali kapłanami religii bon.Działali jako egzorcyści, zaklinacze demonów, zaklinacze pogody, uzdrowiciele ,prorocy, jasnowidze. W tym charakterze działali jako kapłani wyroczni we wczesnych kultach tantrycznych, uznanych już przez guru Padmasambhawę jako obowiązujące dla rytuałów buddyjskich.
Reformator Cong-k’a-pa niezbyt poważał wieszczenie i magię, jednakże uznawał potęgę kapłanów je uprawiających i przyznał im miejsce w swoim systemie nauczania, czyniąc magiczne działania istotnym składnikiem buddyzmu tantrycznego ,który przetrwał w tej formie aż do współczesności.
Buddyzm tybetański złożony jest z wielu elementów ,bardzo niekiedy odmiennych i w ciągu wieków rozwijał się w różnorodny sposób.
Wyrocznia państwowa nie jest jednakże-jak mogłoby się z pozoru wydawać-reliktem epoki przedbuddyjskiej, lecz często cytowanym wierzchołkiem systemu odniesień, trwale zakorzenionym i do dziś rozpowszechnionym wśród ludu.
Wieszczbiarze-kapłani wyroczni znajdowali się prawie w każdej wsi i przy każdym większym klasztorze,przy czym niekoniecznie musieli przynależeć doń jako mnisi.Dziś znaleźć ich można w osiedlach i obozach tybetańskich uchodźców,w rejonach przygranicznych ,w Nepalu, Bhutanie, na północy Indii.
Obrzędy przez nich odprawiane nie są obrzędami ogólnie dostępnymi ani związanymi z typowo klasztornymi ceremoniami, raczej mają charakter ceremoniału gościnnego.
Kapłani wyroczni są zapraszani nie tylko do przepowiedni religijnych, często proszeni są o pomoc w sprawach osobistych ,w planowaniu przyszłości,podejmowaniu decyzji,ustalaniu terminów, podejmowaniu podróży, ale wyżsi kapłani wyroczni państwowej Nacz-u’ng z reguły przepowiadają w kwestiach politycznych.
Tybetańczyk obdarza wyrocznię pełnym zaufaniem, nie uczyni niczego, co nie zostało mu stamtąd zalecone ,rezygnuje ze wszystkiego, co zostało mu przepowiedziane jako niebezpieczne.To tłumaczy wpływ i potęgę kapłanów wyroczni ,nie tylko przepowiadających, ale i wpływających na przyszłość. Tybetańczycy wierzą w potęgę demonów i przekonani sa,że kapłani potrafią demonami kierować.Magia zawsze odgrywała wielką rolę w Tybecie,i pomimo działań Cong-k’a-py w wierze ludowej do dziś jest elementem bardzo istotnym.
Wyrocznia państwowa Nacz-u’ng wywodzi się od jednego z dawnych władców duchów-króla demonów Pekhara(Pehara). Ma on trzy głowy, sześć ramion, jedzie na białym lwie .Pokonany przez guru Padmasambhawę zyskał wiele uznania i miał znaczne zasługi w szerzeniu buddyzmu w Mongolii.
Istnieje szereg legend związanych z tą postacią. Jedna z nich głosi, że w klasztorze Samja(przypominam-założonym przez Padmasambhawę) Pekhar po raz pierwszy złączył się z ciałem kapłana wieszczbiarza i przez pokolenia z okazji sesji ważnych pytań pojawiał się w jego następcach, a po ośmiuset latach nagle wtargnął w ciało chłopa żyjącego w pobliżu Lhasy. Nieszczęsny,opętany, popadł w rodzaj letargu, na pograniczu śmierci.W następstwie tego uznano go za zmarłego i wrzucono w drewnianej skrzyni do rzeki. Skrzynię wyłowili mnisi z klasztoru Drepung,a gdy ją otworzyli, buchnął płomień, wniknął w drzewo(dziś nazywane drzewem Pekhara), a uwolniony nieszczęśnik został pierwszym kapłanem wyroczni, gdyż okazał się dobrym medium.
Inna legenda opowiada o tym, że niezadowoleni ze swojego opiekuńczego bóstwa(Pekhara) mnisi z klasztoru C’alungt’ang powierzyli wodzie skrzynię z rzeźbą go przedstawiającą, a skrzynię wyłowili mnisi z klasztoru Drepung.Po jej otwarciu figura ożyła i pofrunęła na drzewo, krzycząc: Nacz-u’ng!Wtedy mnisi postanowili wznieść Pekharowi świątynię w pobliżu klasztoru.
Przeniesienie wyroczni Pekhara z Samja do Drepung w istocie zdaje się mieć podłoże polityczne:Samja był klasztorem Szkoły Czerwonych Czapek, Drepung zaś- Szkoły Żółtych Czapek,powoli stającym się centrum władzy.
Oficjalne uznanie Nacz-u’ng za wyrocznię państwową związane było z wykryciem planowanego przez nepalskich handlarzy(przez tubylców nieszczególnie lubianych) zamachu na ludność Lhasy(zatrucie studni), czemu przeszkodziła przepowiednia kapłana wyroczni.
Kapłani z wyroczni państwowej byli traktowani z reguły z pewną nieufnością,przeczuciem, iż przynoszą nieszczęście.Fałszywe proroctwa nie przysparzały im wiarygodności, a naciski polityczne, tak ze strony dalajlamów, jak i Chińczyków mogły prowadzić do manipulacji przepowiedniami. Wykorzystał to zapewne Dalajlama V,popularyzując za pomocą kapłana-wróżbity swoje roszczenia do władzy.Za Dalajlamy V klasztor Drepung był centrum władzy, stąd powiązanie wróżbity z tym klasztorem nie jest przypadkowe .Takie włączenie kapłana-wróżbity do elity duchownej kraju to dowód rangi, jaką Dalajlama V nadał wyroczni państwowej. Zobowiązał też kapłana do przestrzegania pewnych reguł obowiązujących Szkołę Żółtych Czapek, m.in. celibatu.
Dalajlama V, świadom znaczenia władzy i umacniając ją systematycznie, zapisał się w historii Tybetu jako jeden z najwybitniejszych dalajlamów.
Niestety, już za kolejnego-Dalajlamy VI, wyrocznia popadła w kłopoty natury politycznej.Nastepca Dalajlamy V był bardziej zainteresowany sztuką i literaturą niż polityką.Dalajlama VI uważany jest za największego świeckiego poetę tybetańskiego, twórcę pieśni miłosnych(celibatem się zanadto nie przejmował,wolał rozkosze i przyjemności zmysłowe).Do dziś jego pieśni śpiewane są wśród ludu.Tę jego słabość chcieli wykorzystać Chińczycy,aby złamać ugruntowaną przez Dalajlame V potęge polityczną Tybetu. Planowali porwanie Dalajlamy VI,czemu zapobiec próbował kapłan z wyroczni.Od tego czasu datuje się chińska niechęć do wyroczni państwowej w Nacz-u’ng.
Dalajlama VI został jednak uprowadzony do podległego chińskim wpływom Tybetu wschodniego i zmarł tam w niewyjaśnionych okolicznościach w r.1707.
Chińczycy planowali, aby jego następcą został mnich przez nich wskazany, jednak kapłan z wyroczni państwowej wskazał na inne dziecko jako inkarnację Dalajlamy VI.Dziecko to zostało ostatecznie dalajlamą i nawet zyskało akceptację chińskiego cesarza. Jednakże cesarz C’ien-lung postanowił zapobiec na przyszłość takim demonstracjom siły ze strony wyroczni państwowej i jednocześnie ograniczyć wpływ sił politycznych Tybetu na odnajdywanie reinkarnacji boskiego króla. W tym celu postanowił w r.1793,że kartka z imionami odszukanych dzieci ma zostać złożona pod chińskim nadzorem w złotej urnie, a decyzja o wyborze prawdziwej inkarnacji- zostać podjęta w drodze boskiego losowania.
Niezwykle istotną rolę odegrała wyrocznia państwowa przy odnalezieniu Dalajlamy XIII w roku 1876.Kryzysy w polityce wewnętrznej, tragiczne zgony kilku dalajlamów w wieku dziecięcym(zostali zamordowani),polityka siły prowadzona przez regentów i wzrastająca słabość cesarstwa chińskiego zaowocowały zaostrzeniem problemu tybetańskiego na arenie międzynarodowej.

c.d.n.
Bibliografia:j.w.
Oraz:Schuttler Gunther:Die letzen tibetischen Orakelpriester,Wiesbaden 1971.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 14 paź 2014, 14:18 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 wrz 2014, 12:50
Posty: 1999
Dla odmiany coś ze współczesności.

http://gazetawyborcza.enewsletter.pl/k2 ... 21e045953f


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 14 paź 2014, 15:01 
Panie Stary, Pan człowiek wojenny nawykły do walki, nudzi się i ja to rozumiem, mam to samo, jako i Pan, ja też tęsknię za wojną. Dlatego, pomimo, że Pana lubię, pozwolę sobie być Pańskim śmiertelnym wrogiem, będziemy się zmagać w śmiertelnym boju o szczęście ludzkości. Ale wie Pan przecie, że wojna nie trwa wiecznie, jak wszystko, tak i ta przyjemność ma swój kres, a wtedy zatriumfuje zwycięzca i okrutnie stłamszony przegrany musi ulec zwycięskiemu hegemonowi, a wtedy Pan nienawykły do intelektualnej analizy marksistowskiej nie będzie zdolny do przyjęcia intelektualnego stalinizmu i jak nic, pozostanie Panu jeno stalinowski fanatyzm tylko, a to w Pana sytuacji, człowieka, który według wszelkiego prawdopodobieństwa posiada broń palną, stanowić może śmiertelne zagrożenie i nie tyle dla innych, bo huj im w dupę, ale dla Pana, kiedy już jako fanatyczny stalinista zacznie Pan strzelać na ulicach do antykomunistów. Więc zastanów się Pan nad tą wojną ze mną.

A tym zerem, to Pan Świnia nie za Stalina został, a dzisiaj pozostawiony z zawałem serca bez pomocy medycznej jest zerem. Więc co Pana tak bardzo przeraża w tym stalinizmie, że dla swoich infantylnych fobii jest Pan gotów poświęcić życie Pana Świni?

Adam Barycki

PS. Pani Rybo, proszę pousuwać do oślej ławki ten niemerytoryczny zajmujący swoimi ogromnymi rozmiarami całą przestrzeń wątku spam Pani Killashandra Ree. Jak wielkiej dozy bezczelności potrzebuje Ta Pani, aby posunąć się do tak nietaktownego zaśmiecania spamem merytorycznej dyskusji ludzi uczciwych i przyzwoitych.


Na górę
  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 281 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 ... 29  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group