forum.nie.com.pl

Forum Tygodnika Nie
Dzisiaj jest 05 cze 2020, 4:36

Strefa czasowa UTC+1godz.




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
Post: 20 maja 2020, 21:50 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 wrz 2014, 20:43
Posty: 5826
Oдин, два, три, четыре...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 20 maja 2020, 22:58 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 wrz 2014, 7:47
Posty: 5395
Malina pisze:
IroB pisze:
moja Ziemia jest kulista i krazy wokolo Slonca, moje Slonce jest centrum ukladu zwanego potocznie Slonecznym, acha zeby bylo w temacie, jestem szczepiony i szczepilem wszystkie swoje dzieci, cieszymy sie dobrym zdrowiem do dzisiaj......
jaaaaaaaa pierdole...Malyna ty .............ok, lotr ewer


No i dobrze. Moje nie jest. Zabronisz mi?


NIE!!!!! nie zgadzam sie z Tobom :) ale oddam ......hym, z czego jestem gotowy zrezygnowac by bronic twojego prawa do gloszenia Twoich!!! moim!!!! zdaniem glupot, ok!!! nie bede tworzyl inkwizycji ......bede swiadczyl swoim osobistym doswiadczeniem...SZCZEPIONKI I SZCZEPIENIA sa w wiekszosci i dla wiekszosci i dla ogolu zdrowe....mimo ze czasami zawieraja slady olowiu i innego plastiku, taka ewolucja, kurwa go mac.

_________________
Ceń słowa. Każde może być twoim ostatnim. S.J.L. weil...Alle sagten: Es geht nicht. Da kam einer, der das nicht wusste und der es einfach tat.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 21 maja 2020, 9:24 
Offline

Rejestracja: 04 wrz 2014, 19:45
Posty: 2093
Czarna_Mańka pisze:
nick pisze:

Co do osób młodszych z różnymi schorzeniami, to przecież taki problem mają zawsze, każda wizyta w przychodni czy szpitalu niesie ze sobą ryzyko złapania jakiegoś choróbska ze względu na obniżoną odporność.



Czyli osoby stare izolujemy.
A młodszych onkologicznych, dializowanych, astmatyków itd - nie izolujemy.

----------

Tyle, że covid-19 jest bardzo zakaźny
i tym się różni od innych zagrożeń jakie czyhają w przychodni na osoby z grupy ryzyka.


Wczoraj napisałam długą odpowiedź, ale wskutek przenoszenia postów z wątku do wątku gdzieś mi się zapodziała.

Więc postaram się częściowo odtworzyć.
Co do osób młodszych z grupy ryzyka to mnie przekonałaś i przyznaję Ci racje: bezpieczniejsze dla chorych byłoby izolowanie.

Co do zakaźności covid-19 :

"Tzw. podstawowa liczba odtwarzania, czyli liczba osób, którą może zarazić jedna chora osoba
Liczba ta różni się dla każdej choroby zakaźnej. Dla COVID-19 wynosi ona 2-2,5. W uproszczeniu oznacza to, że statystycznie jedna zakażona koronawirusem osoba zarazi około dwie osoby. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że COVID-19 przewyższa pod tym względem grypę sezonową, ale porównanie takie jest bardzo trudne, ponieważ grypę powodują różne wirusy (na przykład jednym z wirusów grypy sezonowej, który od kilku lat krąży w populacji, jest wirus grypy AH1N1pdm2009, który był przyczyną pandemii tzw. „świńskiej grypy” na przełomie 2009 i 2010 roku) i w zależności od sezonu, podtypu wirusa liczba ta jest zmienna. Niektóre publikacje podają, że wynosi 1,4–4, co w uproszczeniu oznaczałoby, że jedna chora na grypę osoba zarazi statystycznie od jednej do czterech osób."

"Grupy ryzyka ciężkiego przebiegu choroby
W przypadku grypy zagrożeni ciężkim przebiegiem choroby są przede wszystkim dzieci w wieku <5 lat, kobiety w ciąży, osoby starsze, z chorobami przewlekłymi oraz w immunosupresji (np. przyjmujące leki immunosupresyjne, czyli obniżające odporność). W przypadku COVID-19 dotychczas zaobserwowano najcięższy przebieg choroby u osób w starszym wieku lub z chorobami towarzyszącymi."

źródło informacji: https://www.mp.pl/pacjent/choroby-zakaz ... a-sezonowa

Wynikałoby z tego, że zakaźność wirusa covid-19 jest niższa niż wirusa świńskiej grypy.
Niestety w innych porównaniach w wyżej podanej informacji koronawirus jest porównywany z grypami sezonowymi, a brak jest odniesienia do pandemii świńskiej grypy.
Więc nie jest to pełne. A i tak, ponieważ epidemia trwa, na ostateczne porównania jest zbyt wcześnie.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 21 maja 2020, 21:24 
Offline

Rejestracja: 28 kwie 2016, 22:42
Posty: 805
Do wątku o pandemii chyba nie pasuje, to wstawię tutaj. Bo tak ogólnie, to mocno mi się kojarzy; najbardziej z antyszczepionkowcami ;) Bardziej nawet , niż z wątkiem, gdzie polecamy lektury!

Jakby kogoś interesowała całość, a nie miał jeszcze przyjemności - odsyłam na chomika https://chomikuj.pl/ssaaggaa/Ebooki/Autorzy+na+litere+J/Jerome+Jerome+K/Jerome+K.+Jerome+-+Trzech+pan*c3*b3w+w+*c5*82*c3*b3dce,318835232.pdf
Nie wiem, czy aktualnie wersja papierowa jest osiągalna (ja mam wydanie z lat 80.)
Obojętnie jednak w jakiej formie - lektura przecudna!

Cytuj:
Było nas czterech - George, William Samuel Harris, ja i Montmorency.
Siedzieliśmy w moim pokoju, paliliśmy i rozmawialiśmy o tym, jak bardzo z nami źle
- oczywiście z medycznego punktu widzenia.
Czuliśmy się wszyscy podle, co budziło w nas poważne obawy. Harris
powiedział, że miewa czasem tak gwałtowne zawroty głowy, że nie wie, gdzie góra, a
gdzie dół. Na to odezwał się George, że i on ma czasem podobne wątpliwości. U
mnie z kolei szwankowała wątroba. Wiedziałem, że szwankuje mi wątroba, ponieważ
dopiero co przestudiowałem prospekt opatentowanych pigułek na wątrobę, gdzie
wyszczególnione były rozmaite objawy, na podstawie których człowiek może
rozpoznać, że szwankuje mu wątroba. Miałem je wszystkie.
Dziwna rzecz, ale jeszcze mi się nie zdarzyło, abym przeczytawszy prospekt
opatentowanego lekarstwa, nie uznał, że cierpię na odnośną chorobę w jej najbardziej
zjadliwej formie. Diagnoza zdaje się zawsze dokładnie odpowiadać wszelkim
boleściom, jakie kiedykolwiek odczuwałem.
Pamiętam, jak pewnego dnia poszedłem do British Museum, aby poczytać o
metodzie leczenia pewnej dolegliwości, która w stopniu śladowym u mnie wystąpiła -
bodajże katar sienny. Zdjąłem książkę z półki i przeczytałem wszystko, co na ten
temat znalazłem. Potem, z czystego roztargnienia, zacząłem bezmyślnie przewracać
kartki i leniwie przyswajać sobie wiedzę o różnych chorobach, bardzo ogólną.
Wyleciało mi z głowy, w jaką dolegliwość zagłębiłem się na początku - na pewno w
jakąś straszliwą, śmiercionośną zarazę - lecz zanim dotarłem do połowy listy
„objawów ostrzegawczych”, nie miałem najmniejszych wątpliwości, że mnie dopadła.
Dłuższą chwilę siedziałem zmartwiały z przerażenia; potem, zobojętniały z
rozpaczy, zacząłem znów wertować książkę. Doszedłem do tyfusu - przeczytałem
objawy - odkryłem, że mam tyfus, i to od wielu miesięcy - pomyślałem sobie,
ciekawe, co jeszcze mam. Przewróciłem stronicę na taniec św. Wita: zgodnie z
oczekiwaniami stwierdziłem, że i pląsawica mi nie przepuściła. Postanowiłem zapoznać
się ze swoim przypadkiem dogłębnie. I tak, rozpoczynając alfabetycznie,
przestudiowałem chorobę Addisona, stwierdziłem, że na nią zapadam, a faza ostra
czeka mnie za jakieś dwa tygodnie. Z ulgą się dowiedziałem, że choroba Brighta
występuje u mnie w formie złagodzonej i, jeśliby na tym się skończyło, mogę liczyć
na wiele lat życia. Cholerę miałem z poważnymi powikłaniami, a z dyfterytem chyba
się urodziłem. Sumiennie przebrnąłem przez wszystkie litery alfabetu i jedyną
chorobą, której mogłem się nie obawiać, było zapalenie kaletki maziowej rzepki
(cierpią na to sprzątaczki, które dużo klęczą).
Z początku zrobiło mi się dość przykro. Czułem się spostponowany. Dlaczego
nie mam zapalenia kaletki maziowej rzepki? W czym jestem gorszy od sprzątaczki?
Po chwili jednak wzięły we mnie górę mniej zachłanne uczucia. Zreflektowawszy się,
że miałem wszystkie pozostałe choroby znane medycynie, powściągnąłem swój egoizm
i postanowiłem się obyć bez zapalenia rzepki. Podagra, w swej najbardziej
złośliwej postaci, dorwała mnie, jak się zdaje, bez mojej wiedzy; na żółtaczkę zaś
najwyraźniej cierpiałem od dzieciństwa. Po żółtaczce nie było już żadnych innych
chorób, doszedłem zatem do wniosku, że nic więcej mi nie grozi.
Siedziałem pogrążony w myślach. Jakimże ciekawym muszę być przypadkiem
z punktu widzenia nauki, jakimż cennym byłbym nabytkiem dla adeptów medycyny!
Mając mnie, żywy almanach wszystkich chorób, nie musieliby chodzić od szpitala do
szpitala. Ja sam wystarczałem za szpital, za materiał na pracę dyplomową dla
wszystkich studentów.
Potem zacząłem się zastanawiać, ile mi jeszcze zostało życia. Spróbowałem
się zbadać. Ująłem palcami przegub. Z początku w ogóle nie wyczuwałem tętna.
Potem ni stąd, ni zowąd jakby się wzbudziło. Wyjąłem zegarek i zacząłem mierzyć.
Wyszło mi sto czterdzieści siedem na minutę! Położyłem dłoń na sercu. Nic nie
czułem. Przestało bić. Później doszedłem do przekonania, że cały czas jest na swoim
miejscu i pracuje jak należy, tylko ja nie potrafię tego dowodnie stwierdzić.
Opukałem się po całym tułowiu, od talii aż po głowę, zahaczając odrobinę o boki i
górną część pleców. Niczego się jednak nie domacałem ani nie dosłuchałem.
Spróbowałem obejrzeć sobie język. Wysunąłem go maksymalnie do przodu, zamknąłem
jedno oko i usiłowałem mu się przyjrzeć drugim. Widziałem tylko
koniuszek, co nic mi nie dało, prócz tego, iż utwierdziłem się w przekonaniu, że mam
szkarlatynę.
Wszedłem do czytelni jako szczęśliwy, zdrowy człowiek. Wyszedłem jako
niedołężny wrak.
Udałem się do swojego lekarza. To mój stary kumpel, więc kiedy mi się zdaje,
że jestem chory, mierzy mi tętno, ogląda język i opowiada o pogodzie, nie biorąc za
to wszystko ani grosza. Pomyślałem sobie, że mu się odwdzięczę, idąc do niego teraz.
„Lekarz potrzebuje praktyki” - myślałem. „Ja mu ją zapewnię. Wypraktykuje na mnie
więcej niż na tysiącu siedmiuset zwyczajnych, tuzinkowych pacjentów z dwiema
chorobami na krzyż”. Poszedłem więc prosto do niego, a on spytał:
- No, co tam? Co ci dolega? Odparłem:
- Nie będę zabierał ci czasu, drogi chłopcze, mówiąc, co mi dolega. Życie jest
krótkie, więc mógłbyś nie doczekać końca. Powiem ci za to, co mi nie dolega. Nie
mam zapalenia rzepki. Dlaczego nie mam zapalenia rzepki, to dla mnie zagadka, ale
fakt pozostaje faktem. Wszystko inne mam jednak bezapelacyjnie.
Następnie opowiedziałem mu, w jaki sposób to odkryłem. A on otworzył mi
usta i zajrzał do środka; złapał mnie za przegub, potem zaprawił mnie bykiem w
klatkę piersiową, gdy się tego najmniej spodziewałem - co muszę uznać za objaw
tchórzostwa. Następnie usiadł i wypisał receptę, złożył na pół i podał mi, a ja
wsunąłem ją do kieszeni i wyszedłem.
Nie zajrzałem do recepty. Udałem się prosto do najbliższej apteki. Aptekarz
wziął ode mnie receptę, przeczytał i oddał mi.
Powiedział, że tego nie prowadzi.
- Jest pan aptekarzem? - spytałem.
- Jestem aptekarzem - odparł. - Gdybym miał sklep spożywczy Połączony z
pensjonatem, być może zrobiłbym coś dla pana. Jako aptekarz mam ograniczone
możliwości.
Przeczytałem receptę. Brzmiała następująco:
1 x befsztyk, plus 1 x kwarta piwa co sześć godzin.
1 x dziesięciomilowy spacer co rano.
1 x łóżko punkt jedenasta co wieczór.
I nie zaśmiecaj sobie głowy sprawami, których nie rozumiesz.

Zastosowałem się do wskazówek, z tym szczęśliwym - mówię za siebie -
rezultatem, że memu życiu chwilowo nie zagraża niebezpieczeństwo.
Wracając jednak do prospektu pigułek na wątrobę - ponad wszelką wątpliwość
miałem wszystkie wymienione tam objawy, z których najważniejszym była „ogólna
niechęć do wszelkiego rodzaju pracy”.

_________________
https://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 21 maja 2020, 22:10 
Offline

Rejestracja: 04 wrz 2014, 19:45
Posty: 2093
Jest dostępne papierowe, wznowienie z 2018 roku, na Allegro.
I w moim kochanym Antykwariacie Grochowskim z 2001.
https://agrochowski.pl/product_info.php ... a-p-352072


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group