PDA

View Full Version : Barbara Kudrycka.


RRow
14-06-2010, 14:25
Kudrycka była sobie rektorem Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w
Białymstoku. Obrotna chłopka z Kolna, która swe rozprawy naukowe "zbierała",
czyli przedstawiała je jako dzieła kumulacyjne.

Kiedy postanowiła kandydować do Parlamentu Europejskiego, szatniarki,
sprzątaczki i "pracownicy naukowi" jej szkółki przedkładali uczniom (nie chcę
używać słowa "studenci") papierek, który należy podpisać, by umożliwić pani
rektor wejście na europejskie salony. Że uczniowie nie chcieli się narażać
swoim nauczycielom (będącym członkami PO), podpisywali i nosili listy do domu,
w celu uzyskania kolejnych podpisów.

Kudrycka wybory wygrała, a szkoła zaczęła rozkwitać - za unijne pieniążki i
czesne coraz większej ilości uczniów. Szkoła osiągnęła sławę w województwie -
jedź nu tam, synu, my zapłacim. Urzędnikiem będziesz! A to szkołę żebyś ty
zobaczył! Jak w nowym kościele, tyle że wszędzie telewizory plazmowe wiszą! I
faktycznie, wiejska młodzież poczuła się w nowym budynku jak prawdziwy ktoś.
Nie dość, że telewizory, to jeszcze fajne laski, miłe babki w dziekanacie,
można posłuchać dowcipów nauczycieli i jeszcze niezłe oceny dostawać!
Kudrycka tymczasem przebywała to w Brukseli, to w Białymstoku - według
potrzeb. Jako rektor zatrudniła w swojej szkole całą rodzinę i jeszcze połowę
podlaskiej PO. Tych, którzy mieli chociaż licencjat.

Problem pojawił się, gdy Kudryckiej zachciało się wystawiać dyplomy
magisterskie. Potrzeba taka zaistniała, gdy pojawiła się większa ilość
bezrobotnych absolwentów WSAP. Szeptało się po mieście, że telewizory, fajne
laski, dowcipy, a roboty nie ma. Do tego jeszcze ogłoszenia w gazecie
"absolwenci WSAP i WSFiZ nie pisać!". Komisje akredytacyjne ciągle odmawiały,
za mało samodzielnych pracowników naukowych na I etacie. Bo robota mniej
pewna, niż w publicznej placówce. No i obciach. W świetle zbliżających się
wyborów parlamentarnych, Kudryckiej otworzyła się wielka szansa. "Jak ICH
komisja nie chce dać mi magisterki, to komisja będzie MOJA!" Za grube
pieniądze zaczęła więc gościć to Bronka Komorowskiego, to Julcię Piterę... ci
pogadali na auli, pojechali. Ale Kudrycka została im w pamięci - a raczej jej
kasa. Wybory się odbyły, wiadomo z jakim wynikiem. Następcą Kudryckiej w
Parlamencie Europejskim został kierowca sportowy, a Kudrycka objęła urząd
ministra nauki i szkolnictwa wyższego.

Co teraz z WSAP? Przecież Kudrycka nie może być ministrem i jednocześnie
rektorem niepublicznej uczelni. Oddalić się od WSAP, zeby posiedzieć na
kadencyjnym stołku? Kompletna głupota! Co poźniej? Trzeba pozostać w WSAP, ale
trzeba zostać szarą eminencją! Sposób szybko się znalazł: Kudrycka utworzyła w
WSAP pozycję "prezydenta" uczelni, którą natychmiast objęła. Rektorem został
prof. Kopania, jednak egzekutywę dalej trzymała Kudrycka. A jak przystaje na
szarą eminencję, była przy tym niewidzialna. Wtedy też zapisano w statucie
organu założycielskiego WSAP, Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, że szkoła
przejdzie na własność prezydenta uczelni, kiedy organ założycielski przestanie
istnieć. "WSAP w kieszeni, egzekutywa uczelniania moja i, co najważniejsze,
KOMISJA MOJA!" musiała pomyśleć sobie szanowna pani Kudrycka.

Jednak w takim momencie bardzo niebezpieczne byłoby dalsze sypanie kasy w
kierunku własnej emerytury. Uczelnia musi przetrwać drobny kryzysik, poradzi
sobie: billboardy, citylighty, oklejone autobusy, budynki - Bezpieczeństwo
Narodowe i Zdrowie Publiczne - Twoja Przyszłość! WSAP jest super! Nareszcie
studia magisterskie! Magisterskie? No, to się szybko załatwiło na początku
kadencji, kiedy media były zajęte innymi sprawami.
Teraz należało się zająć długoterminowymi inwestycjami. Trudno jest zdobyć i
utrzymać kadrę naukową. Co się dziwić? Muszą się doktoryzować, habilitować...
będą to potem oddawać w ręce WSAP? Nie. Lepiej będzie, jeśli absolwenci
Kudryckiej otrzymają doktoraty od razu po licencjacie, a habilitacji nie będą
musieli robić. Kadra będzie doskonała! Młodzi, umotywowani, uchodzą za
geniuszy... i to wszystko w uczelni Kudryckiej. Dalsze wypowiedzi Kudryckiej
na ten temat znamy...

Pozostał jeszcze jeden problem. Jak konkurować z publicznymi uczelniami? Tam
nie trzeba płacić za studia, tam zdobywa się w miarę solidne wykształcenie, po
studiach pracę można znaleźć. Kudryckiej grupa docelowa to maturzyści ze wsi.
Najważniejszym argumentem w wyborze uczelni będzie więc pieniądz. Nic
prostszego! Wystarczy wprowadzić opłatę za studia i na publicznych uczelniach,
konkurencja będzie z głowy! Dlaczego ktoś miałby iść do zabrudzonego uniwerku
lub niewiele czystszej polibudy, skoro u Kudryckiej kosztuje tyle samo, nie
trzeba się wysilać, magistra nawet dają... no i te laseczki, telewizory i w
ogóle klimat sukcesu!

Drugim problemem jest konkurencja ze strony innych niepublicznych uczelni. Tu
też można wykorzystać kadencyjny stołek. Najpierw Kudrycka sobie pokrzyczy o
niedopuszczalności tzw. fabryk dyplomów. Trzeba społeczeństwo uczulić na to
okropne zjawisko. Dyplom bez wysiłku, na pięknej uczelni niepublicznej, za
kasę? Nie, tego u nas nie będzie! (Z jednym wyjątkiem.) Jadem opluta
konkurencja, wszystko "lipne uczelnie". Teraz trzeba wybrać najgorszą
konkurencję i ją zamknąć! I z tym nasza pani Kudrycka sobie poradziła.

Zapraszam do dyskusji na temat niszczenia całego polskiego systemu szkolnictwa
wyższego. Na rzecz kieszeni jednej osoby.

aniamania1956
14-06-2010, 15:42
Od czasu, kiedy ja chodzilam do szkol, a bylo to w glebokiej komunie, poziom absolwentow drastycznie sie obnizyl. Maturzysci mojej generacji mieli bardzo szeroki zakres wiedzy ogolnej, kultura byla przez panstwo dofinansowywana. Dzis jest inaczej, szkoly stawiaja na minimalizm, na kulture stac malo kogo, a szkoly opuszczaja niedouczeni abiturienci.
Pelna katastrofa sa natomiast szkoly i uczelnie prywatne, gdzie stawia sie glownie na tluczenie kasy, mniej natomiast na gruntowne wyksztalcenie, ale chodzenie do takiej prywatnej szkoly nobilituje, bo nie kazdego stac, a wiekszosc mysli, ze i warunki beda lepsze niz w szkolach panstwowych. I faktycznie, niedostatki tuszuje sie blichtrem, ladnymi mebelkami i bajerami.
Nie ma jednak nic gorszego, niz tacy wplywowi ludzie ze swiecznika, ktorzy poprzez koneksje rujnuja szkolnictwo wyzsze.