View Full Version : Równie dobrze to mogło wyglądać tak...
krisbaum
19-07-2006, 00:07
Pan Bozia przechadzał się alejką i strasznie się nudził. "Kurna, może ja bym se zmajstrował człowieka" pomyślał.
- Co o tym sądzisz Michałku?
- Tatuś, to może by my se lepiej zmajstrowali małpę, co?
- No ale czemu?
- Bo małpy są takie zabawne, ino figle im w głowie.
- Eee... jakoś mnie to nie przekonuje, to ich futro i czarne mordy. Wystarczy, że Lucyfer z kolegami odwala taką manianę w Piekle.
- To wiem, ogolimy dziada, dalej będzie małpa, ino łysa.
- Ty! A wiesz, że nie głupi pomysł...
Minęły trzy dni...
- Coś nam się, Michałku, ten małpoludź nie udał... Jakiś taki ocipiały...
- Może baby mu trza, Panie?
- Baby? A co to?
- No, Panie jak my te stworzaki majstrowali, to my je porobili w parach, Lucyfer, psia jego juha, mówił że tak będzie lepiej. Twierdził, że jak będą się parzyć to wymieszajo geny a przez to będą odporniejsze na mikroby, co my je przypadkiem w zeszłym miesiącu stworzyli...
- I to się sprawdziło?
- No toć, co do joty. Ino dinozarły padły, bo za późno było na eksperymenta.
- No sam nie wiem, zresztą co mi szkodzi, zróbmy mu te babę.
I tak Pan zmajstrował babę, z braku materiału, posłużył się małpoludziowym żebrem. Nie było to może najlepsze rozwiązanie, może trza było poczekać na świeżą dostawę? Nie mnie to oceniać. Jam tylko narrator...
* * *
Pan był wyraźnie znudzony swym dziełem...
- No sam nie wiem, te ruchy nawet śmieszne, jakżeśmy to nazwali Michałku?
- Kopulacja, zdaje się.
- Właśnie, kopulacja ale i tak mnie nudzi pomału to zwierzątko...
- Może Lucyfer coś wymyśli? Jaki by nie był zawsze miał dobre pomysły.
- Ech... No nie wiem, zresztą co mi szkodzi. Dobra, pogadaj z nim.
Zatem Michał udał się do Piekła...
- A czego chce ode mnie ten stary głupiec? Tym bardziej po tym, jak odsunął mnie od badań - rzekł Lucyfer, nie odrywając oczu od książki.
- No bo my zmajstrowali małpoludzia, zapowiadał się fajnie ale jakiś taki nudny się zrobił ostatnio, zupełnie jak inne stworzaki..., no i...
- Pierdoleni ignoranci! Tyle razy powtarzałem, że naprawdę pasjonujące jest podglądanie istot rozumnych. Co z tego, że macie całą plejadę stworzeń, skoro wszystkie opierają swe działania na instynkcie. Prawdziwie interesujące są uczucia i dylematy moralne a do tego potrzebny jest rozum, inteligencja. Kumasz?
-Eeee... - Michał podrapał się za uchem.
- Pewnie, że nie. To było pytanie retoryczne, bałwanie. Sam się tym zajmę, to może być nawet ciekawe.
- Ale Pan chciał tylko porady, nie wiem czy wolno ci...
Lucyfer nachylił się nad Michałem, zwężył oczy do rozmiaru wąskich szparek
- Przecież nie będzie nic wiedział, prawda? A potem będzie miał interesujące stworzonko, więc będzie zadowolony, czyż nie?
ciąg dalszy może nastąpi...
----------------------------------------------------------------------------------
krisbaum.blog.pl
kris to twoje czyś to gdzies wyczytał :?: bo dobre to jest :P
krisbaum
19-07-2006, 01:00
moje, czasem mi się takie coś płodzi, szkoda, że rzadko te pomysły kończę, bo opada mnie wena :( lenistwo i zniechecenie etc....
Kiedyś np. zacząłem taką sobie historyjkę szpiegowską, walka wywiadów i te sprawy :D ale potem padł mi twardziel a nie nawykłem do backupowania danych więc na długi czas przepadło, straciłem nim zainteresowanie i pewnie już nie dokończę. A teraz kumpel reaktywował forum mojej grupy studenckiej a kiedyś to tam wrzuciłem więc szczątki przetrwały, wiem, infantylne i niespójne ale to jedna z moich pierwszych produkcji...
Strefa Mroku: „Ostatnie kuszenie Karolka”
Mieczysław Z. (dane utajnione na mocy ustawy o ochronie danych osobowych) był diabłem.
I to cholernie dobrym. Mówiąc „dobry”, mamy na myśli jego umiejętności oczywiście. Nie
było duszyczki, której nie sprowadziłby na złą drogę. Wrodzony wdzięk i inteligencja
ułatwiały mu pracę z płcią piękną a i na facetów miał swoje sposoby. Statystycznie rzecz
biorąc, sześćdziesiąt procent smażących się po uszy w piekielnym oleju, zawdzięczały tę
wątpliwą przyjemność poczynaniom Mietka. A teraz, chociaż nie zdawał sobie z tego jeszcze
sprawy, czekało go piekielnie trudne zadanie.
Stary mężczyzna żwawym krokiem przemierzał korytarz. Skierował się w prawo i pchnął
drzwi z tabliczką „Departament ds. Weryfikacji”. Podszedł do biurka zaskoczonego
urzędnika i rzucił mu teczkę.
- Mamy problem.
Mieczysław Z. kończył codzienne zakupy w sklepiku na rogu. Jak w każdy piątek
zakupił tłustą szynkę i wielki kawał boczku. Jakkolwiek wiedział, że w rzeczywistości Bóg ma
w nosie, czym w ten dzień tygodnia człowiek wypycha swoje kiszki, samo łamanie
przepisów prawa kościelnego sprawiało mu wiele radości. Podobnie jak skrzywiona mina
pani Gertrudy, ekspedientki z zawodu, dewotki z powołania, namiętnej słuchaczki Radia
Maryja. Gdyby wiedziała, że Ojciec dyrektor stworzył radiostację za namową Mietka,
zapewne potraktowała by go po królewsku. A tak oszukała go na dwadzieścia groszy, które
Mietek odnotował skrzętnie w pamięci. Będzie kolejny „dobry uczynek”, uśmiechnął się w
duchu. Zabrał sprawunki i udał się do domu.
- Karol nie został zweryfikowany!
- Co!? – urzędnik podskoczył na krześle a jego usta nabrały głupiego, rybiego
wyrazu.
- Powtarzam: Karol nie został pozytywnie zweryfikowany. Za miesiąc jest jego
termin a nigdy nie został poddany próbie. Nie będzie miał zgody na wejście. Szef się
wścieknie...
- Motyla noga! Przepadną diety i wczasy. Natychmiast wysyłam anioła pokusy.
- Czekaj, to nie ma sensu. Bo co on zdziała? Karol ma już swoje lata i gotuje się na
spotkanie ze stwórcą. W tej chwili jest mało podatny na pokusy. Taka weryfikacja nie
będzie miała mocy prawnej. Groźba grzechu musi być realna, tak stanowi paragraf 567 989,
ustęp 77, punkt A!
- No to mamy przesr..., znaczy się niedobrze jest. – zreflektował się urzędnik –
Wiesz jak temu zaradzić?
- Widzisz Mateuszu – stary człowiek przerwał na moment, potrzebny na podpalenie
cygara – beznadziejne sytuacje wymagają radykalnych środków. – przerwał by zaciągnąć
się dymkiem, następnie wypuścił małą chmurkę - DRUGA STRONA – rzucił beznamiętnie
stary.
- DRUGA STRONA! Nie mówisz poważnie!
- A czemuż by nie, mają świetnych fachowców!? Poza tym tylko tak jesteśmy w
stanie uratować ciepłe posadki. Nie ma czasu do stracenia, masz tu adres, to ICH najlepszy
agent.
- Chwileczkę, to nie będzie takie proste, dostęp do piekielnej poczty jest chroniony
hasłem!
- To je złam! – rzucił stary na odchodnym.
Mateusz nie cierpiał tego miejsca. Ale czasami musiał korzystać z usług tego
wstrętnego małego człowieczka. Zwłaszcza jeśli chodziło o nowy ludzki wynalazek –
internet.
- Siemasz Dewot! Czego tym razem, znowu robala na stronki porno wysłać?
- Nie tym razem, sprawa większej wagi.
- No to gadaj dziadek zobaczym co da się zrobić.
- Otóż jest pewien haker o pseudonimie, hm... Lucyfer, który rozgłasza w sieci
pewne niepokojące nas informację. Interesuję nas hasło dostępu do jego serwera.
- Zobaczymy, co jest warty. O! Co za cymbał, to proste zabezpieczenie. Podpinamy
słownik, ciach, bach i mamy hasło: „PURCHAWKA”. Ale obciachowe. Dobra, tera zapłata.
- Oczywiście, bardzo proszę. – Mateusz otworzył teczkę i wyjął plik amerykańskich
komiksów. Z gatunku tych, które odwapniają mózgi dziesięciolatków. Ale Krzyś nie był
zwykłym dziesięciolatkiem.
Mieczysław Z. położył sprawunki na stole i załączył komputer. Przez kilka sekund
napawał się widokiem wielokolorowego okienka, logo systemu operacyjnego, będącego
jego dziełem. Liczba ludzi, każdego dnia unoszących się gniewem, klnących i grożących
Bill’owi śmiercią rosła w postępie geometrycznym. Z tego powodu w piekle musiano
przygotować kilkaset tysięcy nowych kotłów, spodziewając się wielkiej fali grzeszników.
Na środku ekranu pojawił się komunikat w jego ulubionym języku: „Masz wiadomość”.
Chociaż dla diabła, a Mieczysław był nim niewątpliwie, język nie grał roli, polski uwielbiał za
jego złożoną gramatykę i ortografię. Ilekroć widział „ó”, „ż” i „rz” czule uśmiechał się do
swych myśli. Wizje małych dzieci przeklinających mowę ojców wprawiały Mietka w błogi
nastrój.
Kliknął ikonkę „Czytaj”.
Agent XR-666-007:
SUPER PILNE!!!
Poddać kuszeniem czwartego stopnia Karola W., namiestnika stolicy Piotrowej.
podpisano: Jego Piekielna Mość Imperator Lucyfer
Mieczysław Z. uśmiechnął się. Dobre trzysta lat nie czekało go podobne wyzwanie.
- Krzysiu, znowu jakiś pan do ciebie.
- Teraz nie mam czasu, każ mu spieprzać. – odparł, nie odrywając oczu od
monitora. Właśnie jego ulubiony bohater, Max Czkawka, wiedziony dżojstikiem,
glanował kolejnego frajera. – A co to w ogóle za typek?
- Jakiś pan Mietek
- A to było tak od razu, niech włazi, a ty się wynoś.
Matka usłużnie spełniła polecenie. Mieczysław nie był tym zdziwiony. Krzyś nie był
zwykłym dziesięciolatkiem. Jego umiejętności operowania na kontach bankowych
zapewniały rodzinie wysoki poziom życia. Ba! Sam czuł się nieswojo w obecności tego
smarkacza, nawet można powiedzieć, iż czuł wobec niego respekt. Największym
dokonaniem Mieczysława był kompletnie spartolony system operacyjny. A ten mały
gnojek poruszał się w sieci jak ryba w wodzie. Potrafił wszystko. Każdy serwer stał dla
niego otworem, był wszechmogącym Internetu. I niestety Mieczysław musiał się uciec
do jego pomocy. Mogłoby się wydawać, że jako autor „Okienka”, znając wszystkie
dziury tego systemu, jakiekolwiek włamanie nie powinno stanowić dla niego problemu.
I tak było, zaiste. Problem w tym, że jego obiekt docelowy działał na innym systemie-
„Pingwinie”, cholernie bezpiecznym. No ale nie ma stuprocentowych zabezpieczeń.
I Mietek, i Krzyś wiedzieli o tym doskonale (przekonali się o tym również klienci
sklepiku pani Gertrudy, kupując rozmyślnie dziurawione prezerwatywy).
- Siemasz „Miszcz” (Krzyś lubił gdy tak się do niego zwracano, pod tym
pseudonimem był znany w sieci, Mieczysław lubił tak się do niego zwracać,
przypominało mu się cudowne piekło polskiej ortografii). Jest sprawa, włamać się
muszę. I pogrzebać w danych. Włamiesz się do Watykanu i zrobisz mnie kardynałem.
W zamian dostaniesz komiks z Gackiem.
- Phi, ale mi biznes, mam tego w cholerę.
- Tego nie masz, to pierwszy numer z 1961 roku, z błędem na trzeciej stronie.
- Jezu Chryste! – jego oczy pojaśniały.
- Jego bym w to nie mieszał. Siadaj do maszynki. Mam mało czasu.
- Ale ja nie znam włoskiego!
- Spoks! Będę tłumaczył.
Mateusz zaciągał się dymkiem w Klubie Dżentelmena. Było coś co nie dawało mu
spokoju. Mała z początku myśl kłębiła się i nabierała mocy stwórczej, by w końcu
zmaterializować się i ukłuć niczym potężna szpilka.
- O Boże! – wykrzyknął – A co jeżeli MU się powiedzie!?
Scandalieros
19-07-2006, 01:07
Troche namieszane. Pogubilem sie z ktorej strony jest Mateusz a zktorej Mietek?
ciąg dalszy...
I Michał wrócił do Pana i mówi:
- Tatuś, Lucyfer powiedział, że fajniej będzie jak zrobimy istotę rozumną.
- No jak to "rozumną"?
- No mówił, że naprawdę interesujące to są dylematy moralne i uczucia
- No ale jak to zrobić?
- Mówił, że musisz dodać jakiegoś rozumu i inteligencji czy coś...
- EEEE tam pierdolisz młody. Będę się jebał nad jakimiś wynalazkami. Starczy, żeby umiał sobie dupe podcierać, nie szczekał i wiedział kto jest jego panem.
[ciach trach, hokus pokus]
i Bug ojciec stworzył ... Nulla
kris ale mnie to wciągnęło. dajesz dalszy ciąg :!: :!: :!: :twisted:
krisbaum
19-07-2006, 01:23
Mateusz jest urzednikiem z Departamentu ds Weryfikacji, pobożny sługa Jahwe, Mietek to diabeł, tłumaczyć zatem nie trzeba.
P.S. Jakakolwiek zbieżność pseudonimu z naszym forumowym Mietkiem jest przypadkowa, jak to pisałem nie byłem jeszcze userem forum NIE :twisted:
Scandalieros
19-07-2006, 01:27
Zmylilo mnie to ze obaj poszli do "Miszcza", a poza tym wyglada na to ze to "Miszcz" wyslala message Mietkowi?
Kurwa Krisbaum. powinienes pracowac na budowie. Mieszasz jak betoniarka...
A co Mietka, forumowego. Mnie to nie wyglada na przypadek. Mietek kiedys sam przyznal ze sluzy ciemnej stronie mocy... :?
krisbaum
19-07-2006, 01:42
"Miszcz" wysłał maila do Mietka nie zdając sobie z tego sprawy bo Mateusz powiedział mu, że włamuje się na serwer hakera o pseudonimie Lucyfer (a co miał mu powiedzieć: cześć jestem aniołem, włamiemy się na piekielny sewer? - chociaż to pewnie też by podziałało :D). Poza tym "Miszcz" jest wybitnym fachowcem w dziedzinie włamań, no i uznałem, że fakt iż zarówno PIEKŁO jak i NIEBO jest uzależnione od usług małego smroda jest zabawny. Znam to z autopsji, moi starzy nie radzą sobie ze współczesną technologią, pięć lat uczyłem ich obsługi radiobudzika :] Nie mówiąc o komputerze :D
kris jak nie dasz drugiej cześci na forum albo mi na PM to masz przechlapane. całe to Konigshutte puszcze z dymem jak Bóg tfu... co jo godom ?, co jo godom ?..., świadkiem.
p.s.
jutro to dam do poczytania kumplowi. on jest po tamtej stronie mocy a właściwie to nawet nie po tamtej tylko po tej trzeciej :P:P
Scandalieros
19-07-2006, 01:47
Aha...
To wytlumacz mi jeszcze dlaczego PIEKLO swa centrale ma w Piekle, a na ziemi sa tylko agenci i dlaczego NIEBO ma centrale i agentow na ziemi?
No z tym wspolnym mianownikiem pod postacia "Miszcza" to troche przegiales...
A tak wogole:
DO ROBOTY KRISBAUM!!! I pisac ciag dalszy :twisted:
Aha...
To wytlumacz mi jeszcze dlaczego PIEKLO swa centrale ma w Piekle, a na ziemi sa tylko agenci i dlaczego NIEBO ma centrale i agentow na ziemi?
no bo to wg. słów "jako w Niebie tak i na Ziemi..."
:twisted: :twisted: :twisted:
no i kris nie opieprzać się tylko do roboty :!: :!: :!: :twisted:
Scandalieros
19-07-2006, 01:57
"jako w Niebie tak i na Ziemi..."
Znaczy sie ze w niebie av tez bedzie sie w piasku bawil :| :?:
"jako w Niebie tak i na Ziemi..."
Znaczy sie ze w niebie av tez bedzie sie w piasku bawil :| :?:
no przeciez musi mieć gdzie sikać :):):)
krisbaum
19-07-2006, 01:58
a przepraszam scand, gdzie napisałem, że Niebo ma siedzibę na ziemi :?:
Scandalieros
19-07-2006, 02:03
No tak wyniklo z kontekestu...
a przepraszam scand, gdzie napisałem, że Niebo ma siedzibę na ziemi :?:
ty się tu nie wymądrzaj tylko siad płaski przy klawiaturze i pisz. czytelnicy czekają na dalszy ciąg :):)
O krisbaumie!
Czy ów twój Mietek, to ja, czy nie ja, miło mi i tak.
To zaś czy twój Mietek z piekła rodem, czy jak chce Scandalieros ja się po złej stronie mocy opowiedziałem, mało istotne jest.
Fakt, że Mietek to Mietek.
Kto nie z Mieciem tego zmieciem.
Do piekła.
Krisbaum!
Pisz dalej.
Niezłe.
Coś jednak "streszczeń" Scandalierosa zabrakło.
Bo też niezłe.
musze ci kris powiedzieć (napisać) że twoja twórczoś wzbudziła duże zainteresowanie oraz szczery uśmiech radości wśród moich znajomych w pracy :)
Scandalieros
21-07-2006, 01:59
Coś jednak "streszczeń" Scandalierosa zabrakło.
To nie streszczenia. To szydery byly.
Jak sie postaracie to (moze?) bedzie wiecej.
Coś jednak "streszczeń" Scandalierosa zabrakło.
To nie streszczenia. To szydery byly.
Jak sie postaracie to (moze?) bedzie wiecej.
Ile chcesz?
krisbaum
22-07-2006, 17:01
Drugiego opowiadanka na razie nie kontynuuję, bo jak pisałem, zacząłem je dawno temu i zatraciłem koncept, przykro mi, bo pomysł wydawał się dobry ale po prostu nie chcę robić nic na siłę, bo będzie dobry początek z wymuszonym końcem a tego chciałbym uniknąć...
Pozostanę przy rozpoczętym wątku, czyli:
Równie dobrze to mogło wyglądać tak, cd.
epizod 3, czyli jak to było z tym jabłkiem...
Lucyfer długo grzebał w probówkach i retortach, aż w końcu z zadowoleniem stwierdził, że osiągnął to czego pragnął. Serum pobudzające rozwój ośrodkowego układu nerwowego było gotowe. Pozostało podać je małpoludziowi. Pod osłoną nocy zakradł się do ogrodu Pana i wszedł do zagrody, w której przebywały stworzenia o roboczym kryptonimie Adam i Ewa.
- No chodż tu maleńki, obiecuję że nie będzie bolało.
Małpoludź miał widocznie odmienne zdanie. Biegał po zagrodzie i za żadne skarby nie dał się namówić na wypicie zawartości probówki. Podobnie było z jego samicą, która przezornie wdrapała się na drzewo i wrzeszczała ile wlezie, podskakując przy tym rytmicznie.
Lucyfer zdał sobie sprawę, że musi użyć podstępu. Przypomniał sobie, że walcząc z zarazą, zwierzęta o wiele chętniej przyjmowały lekarstwo, jeżeli było ukryte w czymś smacznym i nie budzącym złych skojarzeń. Tylko co by tu wykorzystać... Naraz jego wzrok spoczął na jabłkach, zwieszających się z gałęzi opodal małpoludziowej zagrody."Tak, to będzie dobre", pomyślał.
Wyjął strzykawkę i nafaszerował jabłko serum inteligencji. Niemniej jednak samiec w dalszym ciągu unikał Lucyfera, skierował więc swe kroki ku samicy.
- No! Masz tu jabłuszko, wiesz, że jest dobre. Spróbuj tylko!
Samica, z początku poddenerwowana, uspokoiła się i wyciągnęła rękę po jabłko. Ugryzła pierwszy kęs i upewniwszy się, że jest smaczne, zaczęła zachłannie je pożerać. Samiec nie chciał pozostać dłużny, wdrapał się na drzewo, wyrwał jej z rąk resztki jabłka i pożarł je.
Lucyfer odszedł, uśmiechając się pod nosem...
vBulletin v3.6.8, Copyright ©2000-2010, Jelsoft Enterprises Ltd.